Czy dziecko przed narodzeniem lubi dźwięki muzyki?
(opowieść Kacperka)

U Mamy w brzuszku jest mi bardzo wygodnie i cieplutko. Ciągle rosnę, zdobywam nowe umiejętności i coraz bardziej poznaję świat.
Ostatnio zafascynowały mnie dźwięki. To niesamowite, że zacząłem na nie w końcu reagować. Z każdym tygodniem słyszę je coraz wyraźniej. Słyszę zarówno to, co dochodzi do mnie z zewnątrz, jaki i to, co dzieje się tu, u mamy w brzuchu. Z pewnością będzie Wam trudno uwierzyć, jak tu czasami jest głośno! Powoli się do tego przyzwyczajam. Zdarza się jednak, że boję się jakiegoś dźwięku, zwłaszcza gdy pojawia się niespodziewanie...
Moi Rodzice na szczęście też wiedzą o moich "słyszących" uszach. Starają się, aby nie były one bombardowane nadmiarem nagłych i głośnych dźwięków. Postanowili także moją nową zdolność wykorzystać. Zaczęliśmy razem słuchać muzyki! Oczywiście robiliśmy to już wcześniej, ale wtedy jeszcze nie byłem tego świadomy. Teraz zupełnie inaczej odbieram świat.
Od kiedy zacząłem reagować na dźwięk, bardzo lubię momenty przeznaczone specjalnie na muzykę. Rodzice nazywają je "wieczorami muzycznymi". Mama układa się wygodnie, a Tata szuka odpowiednich dla mnie rytmów. Najbardziej lubię, muzykę łagodną i spokojną. Lubię, gdy rytm muzyki jest podobny do częstotliwości uderzeń serca mojej Mamy. Uwielbiam dźwięki wydawane przez wiolonczelę, kontrabas, flet i fagot. Te instrumenty wydają dźwięki o niskich częstotliwościach i to mi bardzo odpowiada. Ostatnio stałem się miłośnikiem muzyki poważnej. Najbardziej relaksuje mnie muzyka Vivaldiego i Mozarta. Rodzice też to zauważyli i chyba dlatego często wspólnie wypoczywamy właśnie przy takich dźwiękach.
Moje upodobania muzyczne zmieniają się w zależności od mojego nastroju. Rodzice obserwując moje zachowanie, zgodnie uznali, że uspokajająco wpływają na mnie odgłosy przyrody. I kupili dla mnie taką specjalną kasetę, na której nagrany jest szum morza i odgłosy wiejącego wiatru oraz jeszcze inne podobne dźwięki. Ale sobie wtedy miło wypoczywamy! Gdy jednak nie mam wcale ochoty na kontakt z otoczeniem, a moi Rodzice niepokoją się, dlaczego się nie odzywam - włączają mi żywe i skoczne melodie. Wtedy przezwyciężam moje lenistwo i kopię z całej siły, żeby Rodzice byli zadowoleni. Czasami Rodzice robią seans muzyczny bezpośrednio dla mnie. Wygląda to w ten sposób, że Tata przygotowuje słuchawki, które zakłada na moje uszy. Oczywiście tak naprawdę jest to niemożliwe, ale wszyscy to sobie w ten sposób wyobrażamy. Rzeczywiście, gdy Mama zakłada słuchawki na swój brzuch, słyszę wyraźniej pojawiającą się muzykę. Czasami Mama również zakłada słuchawki na swoje uszy. Robi to zwłaszcza w miejscach, gdzie nie może słuchać inaczej. Ja co prawda tego nie słyszę, ale Mama słucha wtedy tego, co lubi i to mnie bardzo uszczęśliwia.
Bywają takie wieczory, kiedy Rodzice zabierają mnie na koncert. Najczęściej jest to koncert muzyki poważnej. Już wcześniej wszyscy to wyjście przeżywamy. Ubieramy się odświętnie, a ja czuję, że wkrótce wydarzy się coś szczególnego. I rzeczywiście, muzyka która się pojawia jest dla mnie ogromną przyjemnością. W większości za pośrednictwem Mamy i hormonów, bo Mama jest wtedy bardzo szczęśliwa, a ja przy spokojnych dźwiękach miło sobie wypoczywam.
Ostatnio Tata wpadł na nowy pomysł i zaczął wprowadzać mnie w świat dźwięków granych specjalnie dla mnie. Niesamowite, prawda? Tata gra dla mnie utwory muzyczne, które sam komponuje na cymbałkach i... grzebieniu! Mama to nazywa "mało profesjonalną improwizacją", ale Tata mówi, że ta muzyka płynie z jego serca i z pewnością ja to czuję. Lubię także takie chwile, kiedy mama mi śpiewa, zwłaszcza kołysanki, które sama dla manie ułożyła. Gdy słyszę te różne melodie - coraz bardziej się do nich przyzwyczajam. Mama mówi, że prawdopodobnie z taką samą przyjemnością będę ich słuchał gdy się urodzę. Znajome dźwięki dadzą mi poczucie bezpieczeństwa, a gdy będę miał gorsze dni, mogą sprawić, że dzięki nim poczuję się lepiej.

Daria Żarczyńska, psycholog


Powrót