Co dziecko przeżywa po narodzeniu?
(opowieść Kacperka)

Urodziłem się! Wydostałem się na zewnątrz. Jestem bardzo zmęczony i odrętwiały. Jak po porządnym masażu. I trochę mi pulsuje w głowie. Jestem oszołomiony wszystkim, co zastałem na tym świecie. Słyszę nowe dźwięki, czuję nowe zapachy. Widzę oślepiające światło i jest mi bardzo zimno! Suche powietrze atakuje moje płuca. Zniknęły przytulne ścianki mojego mieszkanka. Dookoła jest tyle nieogarniętej przestrzeni. Wykrzywiam usta, macham rączkami i nóżkami. Może się jakoś obronię przed tą nową rzeczywistością?
Próbuję samodzielnie oddychać. Moje pęcherzyki płucne rozprężają się. Chcę wyrzucić z siebie to suche powietrze. Płaczę! Robię to po raz pierwszy. Wszyscy przyjmują to jako objaw mojego zdrowia. Dla mnie jest to płacz z bezsilności i lęku. Nie rozumiem tego, co się ze mną dzieje.
Słyszę mnóstwo głośnych dźwięków. U Mamy w brzuszku wszystkie odgłosy były ciche i dalekie. Byłem jak nurek, który zostawia na powierzchni cały hałas tego świata. Moje uszy nie są przyzwyczajone do głośnych rozmów i krzyków. Dlaczego nie mówią przy mnie szeptem? Wtedy huk w mojej głowie byłby trochę mniejszy.
Jest mi bardzo zimno. Trzęsę się. Na szczęście Mama mnie przytula. Jej miękkie ciało jest bardzo cieplutkie. Ma specjalne wgłębienie na brzuchu. Właśnie tam się wtulam. Leżę w najbardziej odpowiednim miejscu na świecie! Czuję, jak Mama oddycha, czuję dotyk jej delikatnej skóry. Nasze skóry się stykają. Bezpośredni dotyk rąk mojej Mamy jest dla mnie nowym przeżyciem. I bardzo przyjemnym. Słyszę dźwięk znajomego pukania. To serduszko mojej Mamy. Jakie to cudowne!
Mama głaszcze i obejmuje moje ciałko. Przez wiele miesięcy byłem otoczony ściankami mojego mieszkanka. Teraz mam wrażenie pustki. Ramiona Mamy oplatają mnie dookoła. Gdy poruszam nóżkami, napotykam opór i czuję się jak u Mamy w brzuszku. To mnie uspokaja. Mama przykrywa mnie pieluszką. Dokładnie osłania moją główkę, przez którą ucieka najwięcej ciepła. Moje ciałko jest skulone. Jeszcze nie potrafię się całkiem wyprostować. Moje mięśnie muszą się stopniowo przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Jak dobrze, że Mama potrafi to uszanować.
Wciąż jeszcze jestem zasilany tlenem z pępowiny. Dzięki temu lepiej znoszę swoje pierwsze oddechy. Ból w płucach nie jest taki okrutny. Powoli przyzwyczajam się do głębokiego oddychania. Podoba mi się to coraz bardziej! Gdy oddycham już swobodnie, a pępowina przestaje tętnić, Tata definitywnie odłącza mnie od Mamy. Przecina pępowinę. Od tej pory jestem niezależnym człowiekiem. Oddycham samodzielnie! Zaczynam marzyć o ciepłej kąpieli. Taki relaks dobrze by mi zrobił! Przyzwyczaiłem się do przebywania w wodzie. Przez wiele miesięcy pluskałem się w płynie owodniowym. Teraz jestem na suchym lądzie. Muszę przywyknąć do szybkiego ruchu. Dlaczego tak prędko muszą mnie zważyć i ubrać?
Nie mogę otworzyć oczu. A gdyby tak przygaszono trochę światła? Po tylu miesiącach półmroku, te reflektory zupełnie mnie oślepiają. Chciałbym zobaczyć moją Mamę i spojrzeć w oczy Tacie... Dopiero po jakimś czasie nieśmiało spoglądam przed siebie. Witajcie Rodzice! Leżę przy piersi mojej Mamy i zmrużonymi oczami przyglądam się jej twarzy. Właśnie z tej odległości widzę ją najlepiej. Patrzę. A Mama coś mi pokazuje. Nie wiem co to, ale nieśmiało dotykam tego policzkiem, potem ustami. A teraz językiem. Zaciekawia mnie to coraz bardziej. To brodawka. Nieśmiało ją oblizuję. Teraz wciągam ją w moje usta. Leci mleczko. Jakie ono pyszne! Jestem spokojny. Wcale nie mam ochoty na sen. Słyszę cichy głos Taty: "Cześć Przyjacielu!" Odwracam główkę w jego stronę. Czy to łzy w jego oczach? Mama przytula mnie jeszcze mocniej. Całuje moje rączki. Patrzymy sobie w oczy.
Rodzice mnie głaszczą. Robią to z ogromną czułością. W ten sposób się poznajemy. A słowa są zbędne. Ja wiem, co oni chcą mi powiedzieć. Wiem, że jestem ich największym skarbem. Czuję to. Mój stan mogę określić dwoma słowami: pełnia szczęścia!

Daria Żarczyńska, psycholog


Powrót